niedziela, 12 sierpnia 2012

2 ♥

                                                      Cztery miesiące później

Ja i chłopcy bardzo się do siebie zbliżyliśmy.
Nie miałam im już za złe tego,ze Lou spędza z nimi tyle czasu. Starałam się nie liczyć chwil jakie im jeszcze zostały, żeby spędzić je ze mną.
                                                                     
                                                                ~

Cały ranek po treningu spędzałam z Clair. Razem z nasza grupa miałyśmy wyjazd na turniej do Francji. W sumie ona miała, mnie mama nie wybrała, do podstawowego składu, ba nawet do rezerwowych. Byłam z tego powodu na nią strasznie zła. Na turnieju mieli być łowcy talentów z największej szkoły tańca z USA. No ale jak zwykle, ja nie mam szans na nic. Ale wracając do teraźniejszości. Siedziałyśmy na łóżku, a przed nami leżało grupowe zdjęcie chłopaków. Miałyśmy specjalny rytuał , gdy mówiliśmy o którymś z nich, nie wymieniałyśmy jego imienia, tylko pokazywałyśmy go na zdjęciu, tak na wypadek gdyby, któremuś z nich zachciało się nas podsłuchiwać.
- nie wiem czemu, ale podoba mi się on. -powiedziała Clair wskazując odpowiednie miejsce na zdjęciu
- serio? Myślałam ze raczej bardziej ciągnie cię do niego. Przecież widać ze mu się podobasz, po za tym wydaje mi się, ze tamten to nie jest chłopak dla ciebie -odpowiedziałam
- jej, Caitlin nie przesądzaj, strasznie się denerwujesz, przecież i tak nie mam zamiaru na bliższe znajomości z żadnym z nich. Nie miał by dla mnie czasu, przecież jest wielka gwiazda, albo w ogóle by mnie nie chciał, gdzie widzę większe prawdopodobieństwo
- dobra , miałam ci nie mówić, ale podobasz mu się. Znaczy z tego co słyszałam lepiej z nim nie bądź bo często zmienia dziewczyny ale tak na te 2 miesiące?
- ale on jest okropny. Skarbie zrozum nie chce krótkich związków, jeśli z kimś mam być to tylko tak na serio
- ale przecież nie wiesz co z tego będzie
- dobra skończ, teraz mówimy o tobie, podoba ci się. I ty chyba mu
- naprawdę tak myślisz, czemu? - mówiłam, z uśmiechem na ustach
- cały czas się na ciebie patrzy i dostosowuje swoje ruchy do ciebie. Jeśli tylko na sofie przesuniesz się o 2 centymetry on zrobi to samo. No racja, nie znam się na tym ale teraz tak podpowiada mi moja intuicja.
- hahahah, zobaczymy co z tego będzie. Narazie chodźmy do ciebie. Masz jeszcze 2 godziny i się nie spakowałaś.
Wyszliśmy z domu, wolnym krokiem. Po drodze wstąpiłyśmy jeszcze do budki z lodami. Ja wybrałam jabłkowe, a Clair czekoladowe. Dom mojej przyjaciółki był raczej zwyczajny. Ale tylko od zewnątrz. Ułożony z białych paneli i z kontrastującym czarnym dachem. Jednak w środku nie było już tak pospolicie. Jej brat miał własny zespół. Wiec jedna cześć domu zajmowało jego studio. Garaż tez należał do niego. Trzeba było przyznać, że był przystojny, nawet bardzo, ale jakoś nigdy nie gadaliśmy ze sobą dłużej niż 2 minuty. Cal- bo tak nazywałam swoją koleżankę, dla siebie miała basen, siłownię i oczywiście jej pokój. Mieszkali bez rodziców, bo oni kupili ten dom Matt'owi - jej bratu, a on pozwolił jej mieszkać ze sobą. Pod warunkiem, ze będzie za niego sprzątać. Co jak co ale umowa była dobra, bo i tak mieli pokojówkę. W pokoju Cal miała duże, dwuosobowe łóżko z baldachimem, w kolorze biało-różowym, białą komodę, biurko, i metalową matę do tańczenia. Przy jednej ze ścian były duże drzwi prowadzące , poprzez krótki korytarz do łazienki i garderoby. Łazienka była zwykła, jedyna lubiana przeze mnie w niej rzeczą było jaccuzi. Często tam odpoczywałyśmy. A co do garderoby za dużo nie mogłam powiedzieć, ponieważ cała była zawalona ubraniami. Gdy Clair się pakowała, ja poszłam zapalić papierosa na balkon, rzadko to robiłam, zwykle wtedy gdy byłam zdenerwowana na moja mamę. W tych momentach musiałam czymś zająć rękę. Bardzo na mnie działały, do końca nie wiedziałam dla czego, ale to właśnie dla mnie czyniło je takimi wyjątkowymi. To, ze palę wiedziała tylko Cal, której tez nieraz się zdarzało. Po godzinie, Clair siedziała już w aucie z moja mama, z która jechała na lotnisko. Uśmiechałam się sztucznie, pokazując udawana satysfakcję. Wiem, ze to moja przyjaciółka ale w tym momencie byłam strasznie zazdrosna, ze ona jedzie, a nie ja. O moich uczuciach wiedział Lou, który jeszcze przed swoim wyjazdem był świadkiem takich zachowań ze strony matki. Patrzyłam na znikające w oddali auto. Zbierało mi się na płacz, ale doniosłą chwile przerwał Zayn
-PART HARD -krzyczał
Z okazji nie obecności moich rodziców postanowiliśmy iść do klubu, a potem dokończyć imprezę u mnie w domu. W małym gronie, tylko zespół i ja. No chyba ze chłopcy znajda sobie jakieś panienki. A jutro z samego rana Lou z Liamem mieli jechać po swoje dziewczyny na lotnisko. Byłam bardzo ciekawa jakie będą. Z wejściem do klubu nie było problemów, za bardzo nie zwracali uwagi na wiek. Za to wnętrze imprezy było wspaniały. Na środku był podświetlany parkiet do tańczenia, z kula dyskotekowa i jeszcze innymi światłami. Z jednego z urządzeń wydostawała się mgła. Po lewej stronie było wejście na loże, a po prawej bar, gdzie się na początku skierowaliśmy. Chłopcy wzięli jakieś drinki, a ja jak zwykle gimlet czyli gin z sokiem z limonki, smakował podobnie do sprite i za to go uwielbiałam. Gdy popijaliśmy nasze napoje, ponownie rozejrzałam się po sali. Była urządzona w miłym klimacie, głownie w czarnym kolorze. Przy sianach stały czarne, skórzane sofy, a obok parkietu stanowisko DJ-a. Dużo ludzi już tańczyło, nie obyło się bez kilku dziuń z podkoszulkiem nad pępek, zbyt mocnym makijażem i włosach zniszczonych od farbowania. Ale one uganiały się za jakimiś starszymi facetami w celach wiadomych. Piliśmy jednego drinka po drugim, a w przerwach miedzy piciem tańcząc jakiś dziki taniec na środku. Nie tańczyliśmy w parach, tylko wszyscy razem. Ludzie na nas dziwnie patrzyli gdy robiliśmy pogo. No ale liczy się dobra zabawa. Koło 3 byłam już mocno zalana. Razem z chłopakami postanowiliśmy isc do domu. Szło nam to dość opornie bo tylko Liam został trzeźwy i pomagał nam wszystkim się poruszać. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze po alkohol do domu. Oczywiście bez wpadek tez się nie obyło. Gdy wychodziliśmy ze sklepu przejechała wielka ciężarówka ochlapując nas od stóp do głów woda z kałuży. Śmiesznie było. Po godzinie wreszcie trafiliśmy do domu. Tam pijąc napoje procentowe postanowiliśmy ze gramy w butelkę, a jeżeli ktoś nie chce wykonać zadania pije 5 kieliszków czystej wódki. Pierwszy kręcił oczywiście Harry który nie chciał nikogo dopuścić, bo jak on uważał należało mu się, bo jest najprzystojniejszy. Ta jasne, a ja jestem kangurem.

                                                          ~Louis~

Pierwszy oczywiście kręcił Harry i niefortunnie wypadło na Cat. Dostała wyzwanie, żeby się ze mną przelizać, a z jej miny wywnioskowałem, ze tak jak mnie, jej do tego nie ciągnie. Boże, ona dla mnie jest jak rodzona siostra. Dziewczyna szybko wyplatała się z wyzwania, szybko przepijając kolejne kieliszki colą. Dalsza gra była zupełnie bez sensu, bo nikt nie wykazał się zbytnią inwencją i większość wyzwań dotyczyła całowania. Lizał się chyba każdy z każdym. No ale jak w każdej grze było parę ciekawych. Cat dostała wyzwanie żeby rozebrać się do naga i chodzić do wszystkich sąsiadów z pytaniem czy maja cukier. Jej już lekko odwalało i chyba była skora do wykonania zadania ale wraz z Liamem powstrzymaliśmy ja, żeby nie zrobiła sobie siary przed znajomymi. Później skończyliśmy grę. To dobrze, bo ja nie mogłem dużo pić, bo jutro rano z Liamem jedziemy na lotnisko po nasze dziewczyny. Liam nie ma takiej rozterki, bo on tak czy tak nie może pić. Współczuje mu trochę z tym i zazdroszczę silnej woli. Postanowiliśmy zagrać w sing star. Wszyscy usiedli na podłodze jednak zauważyłem ze nie ma z nami Harrego i Cat. Nie przejąłem się tym zbytnio ponieważ na pewno ona się załatwiła a Harry pomaga jej jakoś dojść do pokoju. Wiedziałem ze mogę ufać Hazzie. Ale okej, dobrze się bawiliśmy.


                                                          ~Harry~

Obudziłem się rano słysząc głosy Danielle i Eleanor. Obok mnie leżała Caitlin. O dziwo pamiętałem wszystko z wczorajszej nocy. Nie było to nic godnego zapamiętania. Byłem zły na siebie, ze aż tak bardzo mnie poniosło. Zgoda winę mogłem zwalić na alkohol ale wiedziałem ze sam tego chciałem. Szybko się ubrałem, zabierając z pokoju dziewczyny wszystkie moje rzeczy i poszłem przywitać się z El i Dan.


                                                             ~Cat~

Obudziłam się rano z mocnym bólem głowy. Ale to mi nie przeszkadzało by pamiętać wszystko. Klub, gra w butelkę , ale zaraz co działo się po tym? Wtedy w głowie miałam już zupełna pustkę. Ciekawe jak dotarłam do swojego łóżka. Zdezorientowana szybko ubrałam się w luźny top z czarnym krzyżem i czarne spodenki. Postanowiłam zejść na dol. Chłopaki przecież będą musieli coś wiedzieć. Jednak na dole w kuchni siedział tylko Zayn.
-Hej, jest kac?
- ano jest, nie macie tu żadnych tabletek?
-w drugiej szufladzie od dołu jest wszystko
-dzięki Cat, nie wiem co bym bez ciebie zrobił
- haha, po to tu jestem. Ej Zayn co się działo wczoraj w nocy?
- nic nie pamiętasz?
- pamiętam tylko co się działo na początku
- to ja ci za wiele nie powiem, musisz spytać Harrego
-bo?
-poszliście razem na górę już gdy skończyliśmy grać w butelkę
-byliśmy sami?
-no chyba ze twój wymyślony przyjaciel tez był z tobą, to nie
-nie żartuj Zayn. Gdzie on jest?
-pojechał z chłopakami do Tesco
-dzięki, to ja idę się ogarnąć
Zostawiłam skacowanego Zayna na dole, ale musiałam przyznać ze nieźle się prezentował. Lekki zarost, zwykła koszulka, a do tego szare dresy. Jego dziewczyna będzie miała szczęście. Wbiegłam do swojego pokoju i zaczęłam prostować swoje długie włosy. Naturalne miałam falowane, ale one mi się nie podobały wiec często je prostowałam. Wszyscy zawsze mówili mi ze jestem dziwna, bo naturalne są ładniejsze. Potem trochę się umalowałam. Najpierw baza, podkład, puder mineralny, puder, róż i gotowe. Byłam nawet zadowolona z efektu. Do podkreślenia koloru moich oczu rzęsy pomalowałam na czarno i podkręciłam zalotką. Gdy już byłam gotowa usłyszałam na dole dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Szybko zbiegłam na dół. Jednak zatrzymałam się w połowie drogi widząc dwie dziewczyny wchodzące do przedpokoju. Jedna miała kręcone, a druga proste włosy. Stałam tak zdezorientowana aż do czasu gdy jedna z nich nie powiedziała mi cześć. Opowiedziałam jej zestresowana po czym pokonałam pozostałe schody i podeszłam do niej z zamiarem podania jej ręki, jednak ona miała zupełnie inne plany, przytuliła mnie mocno do siebie, a po niej przejęła mnie ta druga. Jak się potem dowiedziałam pierwsza była Eleanor, a druga Danielle. Muszę przyznać, ze polubiłam je, a szczególnie z El znalazłam wspólny język ponieważ oboje byłyśmy bardzo związane z pewnym niesamowitym chłopakiem. Na szczęście żadna z nas nie była zazdrosna o ta druga. Chłopaki przywieźli pizzę. No tak. Widać jak o siebie dbają. Ale nic, lubię pizzę, bardzo lubię pizzę. Niestety po 10 minutach pól pizzy zjadł Niall, a reszta kazał podzielić się nam, wiec dla każdego został jeden kawałek. No trudno, mam w domu jeszcze gofry. Wystarczy włożyć je do mikrofalówki, i dodać jakieś owoce. Jednak nie szłam do kuchni tylko żeby coś zjeść, za sobą pociągnęłam Hazze, niby do pomocy. Chłopak wydawał się być zestresowany moim towarzystwem i bez jednego słowa kroił truskawki.
-Harry co się wczoraj stało, po tym jak odeszliśmy od chłopaków?
-nic nie pamiętasz?
-pomyśl trochę, jakbym pamiętała to bym się ciebie nie pytała
-a no tak. No wiec...
-no wiec co?
-może daj mi skończyć
-mów już ci nie przerywam. Czy miedzy nami do czegoś zaszło? Wiesz co mam na myśli?
-nie Cat, nic z tych rzeczy. Lou by mnie chyba zabił. Tylko tu nie chodzi o to.
-no to o co?
-bo wczoraj w nocy, ja się chyba..
-chyba?
-mówiłem ci ze masz nie przerywać- krzyknął na mnie Harry
-niecierpliwisz mnie
-dobra skoro tak, to nic ci nie będę mówić, i tak nie zrozumiesz- powiedział Harry wychodząc szybkim krokiem z kuchni.
Stałam tak zdezorientowana, wiedziałam, że to moja wina, że wyszedł. Postanowiłam iść za nim. Niestety nie zastałam już go w salonie, a chłopcy powiedzieli mi, ze Harry zdenerwowany wybiegł na dwór. Z racji , ze był już grudzień, na zewnątrz, padał śnieg. Było ciemno i za wiele nie widziałam. Ale biegłam za nim, starając się nie stracić go z oczu. Straciłam poczucie czasu, lodowate powietrze raniło już moje gardło przy każdym oddechu, a moje mięśnie już po woli odmawiały posłuszeństwa. Nagle upadłam, i uderzyłam głowa o coś ostrego. Na czole poczułam niepokojące ciepło, a później na język zaczęła spływać mi ciecz o dziwnym metalowym smaku. Przed oczami pojawiły mi się mroczki. Wiedziałam, ze zaraz odpłynę.

                                                           ~

Ku mojemu zdziwieniu obudziłam się w moim pokoju, dotknęłam swojego czoła i pod ręka poczułam bandaż. No tak czyli to nie był sen. Nagle poczułam jak ktoś trzyma mnie za rękę. To był Louis.
- co się stało? Jak ja tu trafiłam?
- Harry cię tu przyniósł , pokłóciliście się, on wybiegł, ty pobiegłaś za nim, ale przewróciłaś się i przecięłaś sobie czoło , dobrze, ze Hazza to zauważył i przyniósł cię do domu
- nic nie pamiętam z tamtego dnia. Jak to możliwe ?
- nie panikuj. Poczekaj zawołam go, może on ci cos przypomni.
Lou wyszedł szybko, a po chwili do pokoju wszedł Harry.
- jak się czujesz?- zapytał
- będzie lepiej jak przypomnisz mi co się stało.
- naprawdę nic nie pamiętasz?
- nie.
- byliśmy razem w kuchni i próbowałem ci powiedzieć... próbowałem ci powiedzieć, ze się chyba w tobie zakochałem.
Serce stanęło mi w piersi. A w brzuchu pojawiło się stado motyli. Nie mogłam uwierzyć, ze to prawda wiec nerwowo zaczęłam szczypać się w przedramię.
- co jest to dla ciebie taka zła informacja, że aż chcesz żeby to był sen - powiedział ze śmiechem
- to jest tak dobra informacja, ze nie darowała bym sobie gdyby to był sen.
Później nic nie musiałam już mówić. Połączyliśmy się w długim pocałunku.
- obiecaj, ze już zawsze będziemy razem.
- obiecuje ci to Caitlin. Nigdy cię nie zostawię. Jeżeli bym to zrobił to byłbym największym idiota na tym świecie. Zapamiętaj to, już się mnie nie pozbędziesz, już zawsze będziemy razem.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, ze tak długo go pisałam. Ale byłam na wakacjach, teraz znowu wyjeżdżam, ale postaram się coś pisać. W sumie już myślałam ze już tu nie wrócę, ale jednak cos mnie natchnęło. Piszcie co o tym myślicie.
                                                    10 komentarzy- następny rozdział,
 żebym miała trochę czasu żeby cos napisać, ale postaram się od razu gdy zobaczę ze jest ich tyle o ile prosiłam, dodać następny <3

6 komentarzy:

  1. W końcu! Warto było tyle czekać! Rozdział jest świetny! Love U <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ważne po jakiej przerwie, ważne jakie jest.
    I to jakie.
    Harry i Caitlin ♥
    Dawaj następny, bo nie mogę się doczekać.

    Zapraszam do siebie na nowy rozdział.
    http://keep-calm-and-go-to-england.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie jest :D Ale myślałam, że Caitlin będzie z Zaynem, albo Niallem, czy coś :P ;)
    A jeszcze nawiążę, do mojego starego bloga, to Shatzi pisała końcówkę perspektywy Samanthy, perspektywę Lou, w całości pisałam ja ;) Jestem ciekawa, jak będzie wyglądał mój blog, pod opieką kogoś innego, ale mam nadzieję, że Shatzi nie straci przez to czytelników, pozdrawiam, Morfine <3

    OdpowiedzUsuń
  4. cześć :) zapraszam na 21 rozdział na http://mean-hungry-lovers.blogspot.com/ , który jest z perspektywy Blanki. Zapraszam do czytania i komentowania - Alice :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne jest to opowiadanie!! <3 Czekam na nn ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. cześć :) zapraszam na nowy 22 rozdział na http://mean-hungry-lovers.blogspot.com/ który jest z perspektywy Alice :)

    OdpowiedzUsuń