czwartek, 28 czerwca 2012

1, part 2 ♥

Gdy już się opamiętałam, rzuciłam się na niego, przewracając nas w taki sposób, że sturlikaliśmy się po schodach, i leżeliśmy na trawie pod nogami jakiegoś ciemnoskórego chłopaka.
-I don't ever let you go - zanuciłam, a przy policzku poczułam, że się uśmiecha
Czułam się jak w niebie. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. W mojej głowie pojawiała się tylko jedna myśl -On wrócił, wreszcie do mnie wrócił. Po chwili zorientowałam się, że szeptam jego imię, a dookoła siebie słyszałam śmiechy.
-Nie wiedziałem, że aż tak bardzo się za mną stęskniłaś- powiedział dobrze znany mi baryton
Po chwili opamiętałam się, wstałam i pomogłam wstać Louisowi, po czym uderzyłam go w ramię. Li szybko złapał się bolącego barku, a chłopcy za nami chichotali. Jak małe dziewczynki mogła bym rzec.
- Za co to? - powiedział z pretensją
- Za wszystko. Zostawiłeś mnie na tak długo. Co ty sobie myślałeś? A co może wolisz swoje fanki? No to proszę, idź do nich. Jak widać nic cię tu nie trzyma. I jeszcze powiedz, że przyjechałeś na jeden dzień. - zdenerwowana, gadałam jak najęta
- Widać, że jest zazdrosna - powiedział jakiś debil z loczkami na głowie, po czym ja spiorunowałam go wzrokiem
- Właściwie to zostajemy tu sześć miesięcy - powiedział Lou
- Jak to? - zapytałam
Chłopak zaczął mi tłumaczyć czemu tak długo go nie było, tak, że wszystko ułożyło się w logiczną całość. Okazało się, że ich wolny czas jest przydzielany każdemu chłopcowi po kolei. I cały zespół jechał tam gdzie wybrana osoba chciała, najczęściej do ich rodzinnych miejscowości. Niestety wypadło tak, że Li był na końcu. Jedynym plusem była długość jego czasu. U żadnego z chłopaków jeszcze nie zostali tak długo. Louis będzie u mnie pół roku- powoli zaczynało to do mnie docierać. Zreflektowałam się i skinieniem ręki zaprosiłam ich do domu. Boże, co ja mówię, nie zaprosiłam "ich" tylko Louiego, reszcie zespołu zamknęłam drzwi przed nosem. Na szczęście Li nic nie zauważył, 1:0 dla mnie. Szedł korytarzem, obserwując wszystko z szeroko otwartą buzią. Nie widziałam w tym niczego wspaniałego, zwykły dom, więc zignorowałam to i wyprzedzając go podłożyłam mu nogę. Niestety coś mi nie wyszło, bo po 1 pociągnął mnie za sobą, a po 2 zorientował się, że chłopcy za nami nie idą. No świetnie, zepsułam swój plan. Więc dzięki mojej błyskotliwej inteligencji już po chwili wszyscy siedzieliśmy w salonie, a jakiś blondyn jadł moje chipsy. Już go nie lubię, były moje. Reszta zespołu bacznie mi się przyglądała. Muszę przyznać, że czułam się niekomfortowo. Nastała długa cisza, przerywana jedynie odgłosami chrupanych chipsów. Jednak Lou postanowił przerwać ją i zaczął mówić
- Cat, wiesz co?
- Co chcesz? - spytałam zdenerwowana
- Ten chłopak, co ma włosy jak Bieber - przerwał ponieważ, osoba o której mówiliśmy dała mu kuksańca w bok - To ma na imię Liam - dokończył
- I co z tego? Mało mnie to interesuje - powiedziałam
- Więc możesz na niego mówić Li - powiedział, wyraźnie zadowolony - Bo Liam bez "am" daje Li - dodał
- Skarbie, i tak ci to nic nie da. Ty jesteś Li i zawsze będziesz.- zaopanowałam - L-O-U-I-S, bez  "ou" i "s" - powiedziałam, literując jego imię. A Lou zaczął udawać obrażonego. Ja podczas rozmowy z kuzynem zauważyłam, że jeden z chłopców mi się przygląda. Chcąc czy nie chcąc też wlepiłam swój wzrok w niego. Miał duże, hipnotyzujące oczy i miły wyraz twarzy. Musiałam przyznać, że był ładny. Nawet bardzo. Szkoda, że nie znałam jego imienia. Kojarzyłam tylko dwóch z nich więc spytałam Louiego kto jest kim. Więc po chwili już wiedziałam, że Zayn z Liam'em grali na x-boxie, Niall zjadł moje chipsy, a Harry z Louisem obmacywali się na kanapie. Boże z kim ja żyje. Ale mimo mojej niechęci musiałam przyznać, że chłopcy byli bardzo sympatyczni. A szczególnie jeden z nich. W sumie było już południe, a skoro zespół przyleciał samolotem to z pewnością muszą być głodni. Mimo moich nie zbyt dobrych zdolności kucharskich, postanowiłam im coś ugotować. Wybrałam spagetti bo umiałam je robić najlepiej. Ku mojemu niezadowoleniu, w kuchni zobowiązał się mi pomóc Harry. Nigdy nie lubiłam jak ktoś mi pomagał. Jednak on jakoś mnie nie irytował, prawdę mówiąc to on wykonał posiłek , ja podawałam mu tylko składniki. Gotował nieziemsko. Jednak przy serwowaniu posiłków ja i Lokaty wybrudziliśmy się sosem. Praktycznie to on mnie wybrudził i myślał, że jest fajny. Więc szybko pobiegłam do łazienki, a on za mną. Początkowo miałam w planach tylko zaprać ubrudzone miejsca. Ale chłopak podniósł mnie i wrzucił do wanny, jednocześnie włączając prysznic. Piętnaście minut później pływaliśmy w samej bieliźnie w mojej wannie. Dobrze, że była duża. Hazza, bo tak kazał na siebie mówić, był strasznie zabawny, i mimo początkowej niechęci strasznie go polubiłam. Gdy obydwoje się podtapialiśmy spojrzałam na zegarek. Boże, była już 16, za pół godziny mam trening. Szybko wybiegłam z łazienki ciągnąc za sobą Harrego. Kazałam mu wybrać sobie jakiś strój, a ja w między czasie suszyłam włosy. Chłopak przygotował dla mnie zestaw składający się z jeansowych szortów i białego podkoszulka. Wyglądałam całkiem okej, więc szybko związałam włosy w koka i zawołałam chłopaków, oznajmiając im, że mam trening i jak chcą to mogą iść ze mną. Oni oczywiście się zgodzili. Chwilę później siedzieliśmy już u nich w aucie.
-Li, przywitasz się z moją mamą - powiedziałam zwracając się do Lou, a do reszty dodałam, że ją poznają na miejscu. Moja mama była moją trenerką. Widziałam w tym i plusy i minusy. Wiadome było, że nie mogła mnie faworyzować i przez to musiałam pracować najciężej ze wszystkich. Rzadko brała mnie na występy, choć tańczyłam całkiem dobrze, a trenerki innych grup często wspominały to mojej rodzicielce. Cierpiałam przez to i dużo razy rozmyślałam nad zmienieniem zespołu. Jednak zwykle brakowało mi odwagi, żeby jej o tym powiedzieć. Niedługo później byliśmy już przed akademią. Ćwiczyliśmy w budynku, szkoły artystycznej , w której uczyli moi rodzice. Szybko pobiegłam do wejścia, ponieważ byliśmy już bardzo spóźnieni. Wchodząc na sale otrzymałam mrożące krew w żyłach spojrzenie od mojej mamy.
- Caitlin. Za karę 60 brzuszków.- usłyszałam karcący głos.
 No tak fajny początek. Na treningu dawałam z siebie wszystko, niestety mojej rodzicielce to nie wystarczało i cały czas chwaliła tylko inne dziewczyny. Ucieszyłam się gdy trening się skończył. One direction witało się z moją mamą, a później poznałam ich z Clair. Wróciliśmy do domu. Ja jak tylko weszłam , rzuciłam się na łóżko i poszłam spać, z wiedzą, że jutro prawdopodobnie nie dam rady wstać.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
przepraszam ale zawaliłam ten rozdział. po prostu pomysł mam na dalszą część opowiadania po pewnym wydarzeniu, bo teraz to na razie nie są moje klimaty. postaram się streścić to pół roku wizyty chłopców w 3-4 rozdziałach , a potem zacznę już pisać te lepsze. Także już wiadomo o kogo chodziło mi od początku, to Louis ;d tylko jedna osoba napisała, że to może być on. Teraz zagadką pozostanie kto spodobał się Cat. :D
następny rozdział dodam za tydzień ;D proszę o komentarze z opinią ; )

środa, 13 czerwca 2012

1, part 1 ♥

Dwa lata później, Sierpień 2012

Zbliżał się dzień moich urodzin. A najdziwniejsze w tym było to, że wcale na niego nie czekałam. Rok temu, strasznie się zawiodłam, gdy dwie godziny przed przyjęciem mój najlepszy przyjaciel, a za razem kuzyn, zadzwonił, że nie da rady przyjechać, ponieważ ma spotkanie z fankami. No tak, one są ważniejsze ode mnie. Nie tak to sobie wyobrażałam jak wyjeżdżał, widać sława może nieźle namieszać w głowie. Przez cały ten czas, często przeglądałam nasze wspólne zdjęcia, by choć na chwile, przynajmniej w mojej wyobraźni, mieć go przy sobie. Większość z nich wywoływała u mnie śmiech i przywoływała dobre wspomnienia. Z tymi małymi świecącymi kartkami papieru wiązały się przeróżne historie.
- Li i ja, od razu po moim urodzeniu. Wszyscy już wtedy mówili, że będziemy nierozłączni.
- Ja i Li na rowerach- wtedy zjeżdżając z górki wpadłam na niego i nieźle się pokiereszowaliśmy. Nasze mamy dosłownie nas nie poznały, kiedy wróciliśmy do domu.
- Nasza pierwsza kąpiel razem- ciągle nie mogę w to uwierzyć, ale bawiliśmy się w syrenki.
- Mój pierwszy dzień w szkole- przed kolegami udawaliśmy, że jesteśmy razem. Czuliśmy się wtedy tacy dorośli. Niestety naszą sielankę przerwała Pani Dyrektor wołająca Li do klasy i krzycząc, że jego kuzynka na pewno już się w nowej szkole nie zgubi.
- Ja i on z moją mamą- Była tancerką. dość popularną. Zdarzyło jej się wystąpić w teledysku Madonny i w paru innych większych produkcjach. Zawsze chciałam podążyć w jej ślady.
- My razem na wystawie mojego taty- Był malarzem. Otrzymał w prawdzie wiele pozytywnych opinii, ale ja jakoś w jego obrazach nie mogłam doszukać się niczego interesującego. Ale pamiętam, że na tej konkretnej wystawie nie nudziło mi się, tak jak zazwyczaj. Razem z kuzynem wypiliśmy chyba z dwie butelki szampana dla dzieci i udawaliśmy, że jesteśmy pijani. Nie wspominajmy już, że przez przypadek rozbiliśmy jakąś drogą rzeźbę, ekscentrycznego malarza z Filipin. Myślałam że nas tam powiesi, gdy zobaczył co zrobiliśmy
No ale wracając do teraźniejszości. Byłam zwykłą dziewczyną, o zwykłych niebiesko-żółtych oczach, zwykłych brązowych włosach, która bez swojego najlepszego przyjaciela nic nie znaczyła. W prawdzie próbowałam to zmienić, co mi się po woli udawało, ale ot tak nie da się udawać zupełnie innej osoby. Możliwe, że potrzebowałam jakiegoś przełomowego wydarzenia w moim życiu, by stało się one bardziej kolorowe. Nie wyróżniałam się ponad normę. Lubiłam ubierać sukienki, więc w swojej szafie miałam ich całą masę. Najbardziej lubiłam połączenia sukienki z trampkami. Chodziłam na lekcję tańca, co w sumie na początku było połączone z ambicją mojej mamy, ale później polubiłam to. Na tych lekcjach poznałam moją przyjaciółkę Clair, a nawet tańczyłam z nią w jednym zespole. W głowie często miałam szalone pomysły, jednak często brakowało mi kompana do realizowania ich.

19 sierpień. Bradford

Tak, to dziś. Moje urodziny. Zwaliłam z łóżka moje obolałe, po wczorajszym treningu zwłoki i postanowiłam, że z okazji święta zrobię sobie wolne od szkoły. Co prawda dopiero zaczęliśmy do niej chodzić, a ja już nie miałam na to ochoty. Zazdrościłam innym krajom, które wakacje miały jeszcze przez miesiąc. Do życia podtrzymywała mnie tylko wizja dwutygodniowej przerwy w październiku. Ubrałam granatowe spodenki z podwyższonym stanem, a do tego jakąś białą bluzkę z nadrukiem .



W sumie to było mi wszystko jedno bo i tak nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Gdy już zwlekłam się na dół i zjadłam płatki, usłyszałam dzwonek do drzwi. Niechętnie ruszyłam w ich kierunku, po drodze jeszcze ubierając skarpetki i myjąc zęby. Gdy już dotarłam, zamurowało mnie. Za progiem stał on. Uśmiechał się do mnie Miał takie same oczy, w których z radości pojawiły się iskierki. Było dokładnie taki, jakiego go zapamiętałam. Stał tak arogancko trzymając ręce w kieszeni. Stał tak i nie rozumiał jak cierpiałam gdy wyjechał i nie dawał po sobie żadnych znaków życia. Za nim szczerząc się jak debile stali ci cali jego koledzy z zespołu. Naprawdę ich nienawidziłam. Zazdrościłam im, że mieli go prawie na wyłączność, spędzali z nim cały swój wolny czas i zapewne robili z nim te same rzeczy, które robił ze mną. Bałam się, że o mnie już zapomniał i, że oni będą ważniejsi ode mnie. Że będą stali na jego priorytetowym miejscu. To był mój przyjaciel, a nie ich. To ja znałam każdy jego wstydliwy sekret i tak samo on wiedział wszystko o mnie. Nigdy nie krępowałam się w jego towarzystwie. Przy nim czułam się swobodnie. Dla niego nie musiałam się malować ani ubierać modnych ubrań. Dla niego byłam po prostu sobą. Nie musiałam nikogo udawać. Kochałam go jak brata. Jak najważniejszą osobę w moim życiu. Bez niego byłam jak ocean bez wody. Mieliśmy odmienne charaktery, ale mimo tego rozumieliśmy się bez słów.
- Będziemy tak stali i tylko się na siebie patrzyli- powiedział ironicznie, przeciągając lekko co drugą sylabę, przerywając mi moje przemyślenia, dobrze znany mi głos.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiec jest pierwsza część pierwszego rozdziału :D podzieliłam go na dwie części aby wprowadzić jeszcze ten moment niepewności, kto to może być :D jak myślicie jest to nadal te osoba, którą typowaliście w rozpoczęciu, czy ktoś inny? :D dziękuje za wszystkie komentarze, pod tamtym postem. Naprawdę dużo dla mnie znaczą :D Próbowałam ten rozdział dobrze napisać, żeby was nie zawieść :D podoba się? Cały pomysł na bloga mam już w głowie. Myślę jeszcze trochę nad zakończeniem. Ale w tym pomożecie mi wy, pisząc komentarze, albo nawet zrobię jakieś ankiety :D żeby łatwiej się wam komentowało wyłączyłam kod, który trzeba niekiedy wpisywać po dodaniu komentarzy, i włączyłam dodawanie komentarzy przez anonimy, aby każdy kto nawet nie miał konta, mógł podzielić się swoją opinią :D rozdział na razie jest nudny, bo chciałam w nim opisać główną bohaterkę, myślę, że później wszystko się rozkręci. Będę próbowała zrobić tą część opowiadania krótszą ,a tą po przemianie znów dłuższą i ciekawszą :D teraz ostatnie bardzo ważne pytanie, kogo byście chcieli żeby chodziło o niego w tym opowiadaniu? Nie tak jak myślicie tylko kogo lubicie i chcieli byście widzieć tutaj i kogo polecacie na chłopaka Cat?:D





poniedziałek, 11 czerwca 2012

entry ♥

CZERWIEC, 1997
-Li, chodź tutaj
-Mówiłem ci już, że masz tak na mnie nie mówić - zdenerwowany tupnął nogą, obrócił się o 180` i skrzyżował ręce
-Ale to tak fajnie brzmi - powiedziała, zabawnie przeciągając sylaby
-Mi się nie podoba. To jest tak jakbym ja na ciebie mówił Cat - zaśmiał się szyderczo
-Dobrze. Możesz tak na mnie mówić. Kocham koty - zaklaskała w dłonie
-Ej, przecież jestem twoim ulubionym kuzynem, nie mów tak na mnie - postawił się
-Co jak co, ale chyba wolę Jake'a - wytknęła język
-Ale on ma okulary - pośpiesznie szukał argumentów
-Nie patrzę na to co na zewnątrz, ale na to co w środku - mądrzyła się
-Ale ja przecież jestem śliczny - uśmiechnął się
- I tak wolę jego - zaczęła
-Ale...
-Ale Ciebie kocham jak brata - zaśmiała się
- Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił
- Ja wiem. Nie miał byś się z kim bawić w chowanego. - ucieszyła się - Ty szukasz - dodała
- I tak cię znajdę

KWIECIEŃ, 2010
- Będę tęsknić - powiedziała
- Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo - dodał
- Zadzwoń jak już będzie po wszystkim - zaproponowała
- A ty trzymaj kciuki, ej nie płacz - poprosił, gdyż myśl opuszczenia jej wydawała mu się torturą
- Ale nie mogę przestać, dobrze idź już zanim się rozkleję - próbowała zapanować nad swoimi emocjami
- Przyjadę za niedługo - otarł jej łzę z policzka
- Będę czekać - uśmiechnęła się


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po raz pierwszy dzielę się moją twórczością więc proszę o wyrozumiałość :D jak myślicie o którego z chłopaków chodzi w tym opowiadaniu ?:D Będę siedzieć cały tydzień w domu więc coś napiszę, i postaram się dodać jeszcze w tym tygodniu. I w następnym poście przedstawię bohaterów, ale to w trakcie rozdziału, nie będę poświęcać na to osobnego posta. No to na tyle